Kampania prezydencka Andrzeja Dudy toczy się pod dyktando reguł narzuconych przez Jarosława Kaczyńskiego. Reguł zatrważających i ostatecznych, wyznaczanych przez zarazę, opartych na agresji i przemocy. Na zniszczeniu i zaufaniu do przemocy. Na nienawiści.
Nie chcę snuć powierzchownych analogii, ale determinacja z jaką prezes PiS dąży do majowego wyborczego rozstrzygnięcia, przypomina tę zawziętość, którą czerpał z osobistego doświadczenia tragicznego kwietnia 2010. Tomasz Karoń – badacz opinii publicznej twierdzi jednak, „że Kaczyński w przeciwieństwie do opozycji tylko wykonuje swoją polityczną robotę. I żadne moralizowanie nie ma sensu”. Kampania trwa. Kaczyński konsekwentnie zmierza więc do celu, wykorzystując pandemię, bo wie, że tylko w tych okolicznościach Andrzej Duda, oportunistyczny polityk, człowiek z wybitnymi właściwościami konformistycznymi, ma szansę na wygraną. Już w pierwszej turze. Kaczyński chce totalnej, absolutnej władzy i autorytarnego państwa. Zawsze tego chciał, ale teraz chce bardziej niż kiedykolwiek. Kierując się resentymentem, urazą, nienawiścią, przechowując w pamięci doznane krzywdy, nie ogranicza się do relacji między jednostkami, ale przedmiotem jego odwetu stało się polskie społeczeństwo. Jest gotów je poświęcić. Cena nie gra roli. Włącznie z przelewem krwi, a może nawet wojną domową. W końcu „suwerenny jest ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym” – pisze Carl Schmitt filozoficzny mentor prezesa. Za tym szaleństwem stoi niemal cały aparat państwa i ubezwłasnowolnieni prawicowi politycy zasiadający w sejmowych ławach, a także ci wszyscy, którzy pięć lat temu wstali z kolan i objęli lukratywne posady. Dla jednych są to rządowe i firmowe limuzyny, dla innych gratyfikacje socjalne i symboliczne. W imię, jak pisze na łamach Tygodnika Powszechnego Dariusz Kosiński, „nowego metafizycznego i etycznego ładu,” którego fundament stanowi mit zamachu smoleńskiego.
Kaczyński żyje w nienawiści. Uczynił z niej narzędzie walki politycznej. „Żyć w nienawiści to żyć w śmierci i nienawiść, która w sposób trwały owłada duszą, przemienia się w coś takiego, jak podwójnie wynaturzona namiętność samonekrofilityczna” – pisze Leszek Kołakowski i dalej – „Ruchy i systemy autorytarne wszelkich odcieni potrzebują nienawiści nie tyle przeciw zewnętrznym wrogom i zagrożeniom, ile przeciwko własnemu społeczeństwu, by je obezwładnić duchowo, wewnętrznie spustoszyć, uczynić niezdolnym do oporu”. Pozbawić wyobraźni etycznej. Nienawiść oparta na zaufaniu do przemocy, nietolerancji, ksenofobii prowadzi każde społeczeństwo na skraj przepaści. Tak było w Niemczech w latach trzydziestych XX wieku kiedy Hitler dochodził do władzy. Tak było na Bałkanach i Rwandzie w latach dziewięćdziesiątych, Tak może być dzisiaj w Polsce w maju 2020.
Jeżeli nie ma wolnych wyborów, zostaje rewolucja.

Zapraszam do śledzenia moich profili!